Moja znajomość z viankiem należy do tych trudnych. Rodziła się w bólach :D. Pierwsze produkty kupiłam z serii niebieskiej, nawilżającej i to był duży błąd. Totalnie odpychający dla mnie, perfumeryjny zapach odżywki do włosów, kiepsko działający żel do higieny intymnej. W kolejnym kroku skusiłam się na maseczki do twarzy w saszetkach i to również była pomyłka. Obiecałam sobie definitywny koniec tej znajomości, ale po wielu czytanych pochwałach na temat serii odżywczej postanowiłam dać viankowi ostatnią szansę. I muszę przyznać, że gdybym od tej serii zaczęła przygodę z marką życie byłoby prostsze a nasze relacje dużo mniej szorstkie.
Obecnie mam z serii pomarańczowej balsam do ciała, masło do ciała, peeling i żel pod prysznic. Od Żan właśnie dostałam mleczko do demakijażu, które bardzo chciałam mieć *:
Jak więc widzicie uzbierała się ładna, viankowa gromadka. Do szczęścia brakuje mi jeszcze tylko maski do włosów!
Dzisiaj troszkę uwagi poświęcimy balsamowi do ciała i żelowi pod prysznic.