Pokazywanie postów oznaczonych etykietą organic therapy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą organic therapy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 maja 2014

Micel organic therapy

Płynów micelarnych używam wyłącznie do demakijażu oczu. Resztę twarzy oczyszczam pod prysznicem, zazwyczaj mydłem.
Micel organic therapy czekał dość długo w mojej kosmetycznej szafce, ale w końcu nadszedł jego czas.


Niestety nie był wart czekania. Szału brak.

czwartek, 10 października 2013

Mordoupiększacze

Jest to pierwszy post z serii postów na życzenie :)
Mordoupiększacze, czyli maski, glinki i peelingi na życzenie Beeets.

Glinki uwielbiam. Najbardziej te sypkie, do własnoręcznego wymieszania. Pasty niby wygodniejsze, ale nie dają dużych możliwości modyfikacji. A ja kombinować lubię :)

Glinki w proszku rozrabiam z dowolnym hydrolatem i dodaję 3-4 kropelki oleju, na jaki mam aktualnie ochotę. Zdarza się też dość często, że dodaję do papki jakiś nawilżacz, albo składnik aktywny w ilości 2-3 kropelek – panthenol, nawilżacz cukrowy, kwas hialuronowy, płynne ekstrakty owocowe, stężony aloes itd.
Często też mieszam ze sobą różne rodzaje glinek, choć ta metoda ma swoich przeciwników. Nie rozumiem co jest w tym złego, nic przykrego z tego powodu mnie nie spotkało, więc robię swoje nie przejmując się oponentami.
Poświęćcie rozrobieniu glinki chwilę. Nie nakładajcie smutnej, tępej i gnoistej masy na twarz. Porozcierajcie dokładnie składniki do momentu, aż lekko spuchną, będą delikatnie puszyste. Zauważyłam, że maska przygotowaną w taki sposób zwiększa swoją siłę działania.

sobota, 21 września 2013

Być jak gwiazda hollywood!


Oczywiście scrub hollywoodzki (produkcji rosyjskiej zresztą :) ) gwiazdy ze mnie nie zrobił. A szkoda!
Jest to jednak scrub spełniający moje marzenia i wymagania, które w zasadzie nie są mocno wyszukane, ale jakimś cudem trudne do połączenia i zamknięcia w jednym słoiczku.