Jest to pierwszy post z
serii postów na życzenie :)
Mordoupiększacze, czyli
maski, glinki i peelingi na życzenie Beeets.
Glinki uwielbiam.
Najbardziej te sypkie, do własnoręcznego wymieszania. Pasty niby wygodniejsze,
ale nie dają dużych możliwości modyfikacji. A ja kombinować lubię :)
Glinki w proszku rozrabiam z
dowolnym hydrolatem i dodaję 3-4 kropelki oleju, na jaki mam aktualnie ochotę.
Zdarza się też dość często, że dodaję do papki jakiś nawilżacz, albo składnik
aktywny w ilości 2-3 kropelek – panthenol, nawilżacz cukrowy, kwas hialuronowy,
płynne ekstrakty owocowe, stężony aloes itd.
Często też mieszam ze sobą
różne rodzaje glinek, choć ta metoda ma swoich przeciwników. Nie rozumiem co
jest w tym złego, nic przykrego z tego powodu mnie nie spotkało, więc robię
swoje nie przejmując się oponentami.
Poświęćcie rozrobieniu glinki chwilę. Nie nakładajcie smutnej, tępej i gnoistej masy na twarz. Porozcierajcie dokładnie składniki do momentu, aż lekko spuchną, będą delikatnie puszyste. Zauważyłam, że maska przygotowaną w taki sposób zwiększa swoją siłę działania.