Golenie preferuję tradycyjne, przy użyciu maszynki.
Próbowałam bardziej zaawansowanych form usuwania zbędnego owłosienia, kupiłam nawet wypasiony depilator z bajerami typu nakładka chłodząca i masująca... Włączyłam, przyłożyłam do łydki, wydepilowałam 1 cm kwadratowy i prawie padłam trupem z bólu. Depilatora użyłam w sumie dwa razy... pierwszy i ostatni!
Stchórzyłam i nigdy więcej nie wzięłam do ręki. Schowałam go na dnie najrzadziej odwiedzanej szuflady i wyparłam ze świadomości fakt jego posiadania. Sprawianie sobie bólu nie przynosi mi satysfakcji.
Mam chyba nadwrażliwe cebulki, bo dotykania i mieszania we włosach również nie lubię. Wizytę u fryzjera przypłacam zwykle bólem głowy.