niedziela, 27 września 2015

Tarkom do pięt mówię stanowcze NIE!

Oczywistym jest, że staramy się dbać o stopy przez cały rok. Ale chyba większość z nas przez większość roku tylko się stara :) a dopiero wraz z nadejściem cieplejszym dni starania te przybierają właściwe formy. Przynajmniej ja tak mam :).
Dotychczas ograniczałam się do stosowania kąpieli do stóp z dodatkiem soli, olejów, olejków i pumeksu. W tym roku naczytałam się o tarkach do pięt i postanowiłam wprowadzić je do stopowych rytuałów pielęgnacyjnych.


Jako pierwszą nabyłam tarkę ceramiczną marki Natura Accessories w sieci drogerii Natura. Masakra goniła porażkę! Tarka była jednorazowego i to mało skutecznego użytku. Do tego było to doznanie wyjątkowo nieprzyjemne. Drobinki ścierające są duże i tak słabo przymocowane, że po pierwszym zastosowaniu większość z nich odpadła, przy czym znaczna część pozostawała na stopach. Efektu, oprócz zniszczenia tarki i poszarpanej skóry pięt, nie odnotowałam.
Ale nie dałam za wygraną! Kupiłam tarkę ewa schmitt.


Jakość nieporównywalnie lepsza. Skuteczna, wygodna. Ale....
Zrogowaciały naskórek na piętach powracał w tempie błyskawicy! Nigdy wcześniej stopy nie robiły mi się aż tak brzydkie i w tak zawrotnym tempie. Stopy zaczęły wyglądać zdecydowanie gorzej niż kiedykolwiek wyglądały zimą. Doszło do tego, że musiałam używać tarki 2-3 razy w tygodniu, by móc pokazać stopy w odkrytych butach a i tak efekty nie do końca mnie satysfakcjonowały. Dla mnie to całkiem nowa przypadłość, dotychczas w zupełności wystarczyło mi namoczenie stópek i użycie delikatnego pumeksu raz w tygodniu. Od czasu poznania tarki moje pięty całkiem oszalały.
Jeśli chodzi o mnie postanowiłam odstawić tarkę. Zapewne przywrócenie poprzedniego rytmu zajmie moim stopom trochę czasu, ale nie wyobrażam sobie pozostawić tego w obecnym stanie. Świetny dowód na to jak można przedobrzyć.... Lepsze wrogiem dobrego.

Spotkało Was coś podobnego???