Przejdź na naturalną stronę kosmetycznej mocy!

O czym ten blog

Co ja robię tu?

Jestem tu, aby podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami i doświadczeniami związanymi z moim wielkim uzależnieniem.
Tak, jestem uzależniona...
Uzależniona od kosmetyków…
Uzależniona od kosmetyków naturalnych.
Kocham je, wielbię, podziwiam i wciąż testuję nowe!
Największym moim uzależnieniem są szampony  naturalne. I odżywki. I mydła. Kremy też wielbię. Toniki, hydrolaty, żele pod prysznic, peelingi, glinki, maski, balsamy również lubię niezmiernie!
Stałość moja ukierunkowana jest jedynie na kolorówkę – po prostu nie umiem się malować i jeśli znajdę coś, z czym sobie radzę, trzymam się tego!

Niestety kosmetyki naturalne, a szampony i mydła w szczególności, to temat nie mający dla mnie końca i wiecznie ciekawy! Mało jest osób, które dotrzymują mi kroku. Mocno znudzone spojrzenia lub odwracanie wzroku w poszukiwaniu czegokolwiek bardziej zajmującego od mojej gadaniny (chociażby przelatująca mucha, przepływające leniwie chmurki albo facet dłubiący w nosie przy stoliku obok) dają mi do zrozumienia, że mój rozmówca dawno temu przestał być w tą rozmowę zaangażowany choćby  minimalnie.
Trudno - nie wiedzą co tracą :)

Niestrudzenie staram się zarażać otoczenie moją fascynacją kosmetyczną i muszę pochwalić się, że mam w tym działaniu sporo sukcesów. Część zapewne woli po prostu dać się namówić na zakup naturalnego szamponu i balsamu do ciała, w zastępstwie dla drogeryjnego syfu, niż dalej mnie słuchać..... no ale liczy się efekt! A fakt, że po pierwszym zetknięciu z kosmetykami naturalnymi, często wracają do mnie z listą potrzebnych im produktów i prośbą o pomoc w wyborze kolejnych świadczy o tym, że ta moja gadanina chyba tak do końca bez sensu nie jest :) Bo w sumie iść do drogerii byłoby prościej...

Nie czuję, abym miała do powiedzenia coś wyjątkowego, nie mam nadziei, że moja pisanina porwie tłumy. Ale jeśli znajdzie się choć jedna osoba, która przeczyta to co piszę z nieprzymuszoną przyjemnością będę bardzo szczęśliwa. Jeśli nie…. no cóż – wtedy będę swoim pisaniem uszczęśliwiać samą siebie.

O czym tu NIE będzie...

Nie zamierzam analizować składów i wymądrzać się na ten temat. Nie będę pisać co można na podstawie składu wywnioskować. Nie będę też opisywać co dany produkt będzie robił, pomimo że jeszcze go nawet nie powąchałam. Po pierwsze nie jestem ekspertem w dziedzinie składów – nie będę więc z siebie robić idioty. Po drugie wysnuwanie wniosków i formułowanie opinii o działaniu kosmetyku wyłącznie na podstawie jego składu to według mnie droga donikąd.
Absolutnie nie twierdzę, że analiza składu to błąd - jest to czynność niezbędna moim zdaniem, ale wyłącznie w zakresie powzięcia ogólnej wiedzy i eliminacji niesłużących nam substancji. Natomiast twierdzenia o tym, co dany kosmetyk będzie robił w oparciu o samą lekturę składu to już według mnie nadużycie, z którym się czasem spotykam. Można domniemywać, domyślać się albo podejrzewać, ale nie twierdzić - do stwierdzenia tego, jak coś działa, niezbędne jest używanie. I nie dajcie sobie wmówić nic innego :).
W dodatku aby móc ocenić dany kosmetyk musi być on używany przez nas samych. Jasną sprawą jest, że sugerujemy się opiniami innych użytkowników, ale zostawiajmy to w sferze sugestii właśnie :) i nie powielajmy negatywnych czy też pozytywnych opinii o produkcie na podstawie doświadczeń kogoś innego.
Poza tym nigdy mnie nie fascynowały tego typu dywagacje, więc daruję je sobie.
Nie wciąga mnie rozkładanie kremu czy szamponu na czynniki pierwsze i składanie ich znowu do tzw. kupy. Widocznie nie mam zawzięcia majsterkowicza. Trudno. Fascynują mnie kosmetyki naturalne same w sobie i to jak faktycznie na mnie działają. I na tym właśnie zamierzam się skupić, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie mam ambicji stworzenia bloga naukowego czy technicznego. Dlatego do składów odnosić się będę czasem i jedynie poprzez ogólne stwierdzenia, bez wnikania w nudne szczegóły.

Co do zakresu i rodzaju działania (nawilżanie, odżywianie, rodzaj cery, której jest dedykowany, ewentualne specjalistyczne działania – np. rozjaśnianie przebarwień, likwidowanie cieni, zapobieganie czemuś tam) kieruje się opisem producenta, wychodząc z założenia, że jednak wie co pisze… Co nie oznacza, że nie zmieniam przeznaczenia wskazanego przez producenta – często zdarza się, że np. kremu na dzień używam na noc i odwrotnie, odżywkę stosuję jako maskę, podkład mineralny jako korektor . Ale to robi każda z nas, nie widzę w tym nic nadzwyczajnego i nie zmienia to faktu, że kupując dany produkt przeważnie zakładam jego używanie zgodnie z zaleceniem tego, kto go wydał na świat.


Będę tutaj prezentować swoje nabytki, opisywać swoje doświadczenia i dzielić się swoimi wrażeniami. Może uda mi się namówić kolejną osobę do zmiany pielęgnacji na naturalną?

Zapraszam na zwierzenia naturalnej zakupoholiczki :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz