Czego to ludzie nie wymyślą, żeby zyskać na urodzie :). Nawet mydło z błotem :).
Widoczną na zdjęciu kostkę dostałam od kochanej Żan w ramach zabawy Green Box organizowanej przez naszą pomysłową Pati.
Moja powszechnie znana miłość do mydeł naturalnych miała kolejną szansę rozbłysnąć w całej okazałości, bowiem mydło błotno-solne wyjątkowo przypadło mi do gustu.
Od dłuższego czasu męczyła mnie strasznie chęć zakupienia mydła z solą morską. Naczytałam się o super działaniu takich mydeł i zazdrościłam wszystkim, którzy ich używali!
Moim mękom kres położyło mydło błotno-solne firmy white flowers.
Mydło ma bardzo gładką fakturę i daje dużą, miękką i aksamitną pianę. Pieni się naprawdę dobrze, przez co jest wydajne. Zaskoczył mnie zapach. Spodziewałam się czegoś w rodzaju morskiej bryzy :) a dostałam bardzo przyjemny dla nosa i delikatny zapach mieszanki owocowo-kwiatowej.
Mydło odznacza się wysoką skutecznością i dogłębnym oczyszczaniem. Pory są czyściutkie, niedoskonałości mają mniej ochoty na ujawnianie się a cera zyskuje na ładnym kolorycie. Ma też dużą siłę wygładzania skóry. Bardzo dobrze pielęgnuje, nie podrażnia cery i sprawdza się znakomicie do każdej partii ciała.
Spodobało się mojemu mężowi i córce, co znaczy, że faktycznie nadaje się do każdego rodzaju cery, bo każde z nas ma inny :).
Zgrabna, czarna kostka o naturalnym i bardzo przyjemnym zapachu oraz wysoką skutecznością w pielęgnowaniu skóry całego ciała.
Polecam serdecznie :)
A Żanetce kolejny raz dziękuję za masę kosmetycznej radochy, jakiej mi dostarczyła *-:.
Dzięki wpisowi Łucji
dowiedziałam się, że to właśnie mydło jest od czasu jakiegoś gwiazdą
blogosfery! Czuję się tym bardziej zaszczycona mogąc gościć je w swojej
łazience :).
To taki żarcik dla rozładowania lekko ciężkiej atmosfery wokół sprawy ;).