Pochwalę się
Wam, bo usłyszałam dzisiaj jeden z największych komplementów w swoim życiu :).
Żeby jednak
w pełni przedstawić jego moc, muszę niestety zacząć od długiego i pewnie nieco
nudnawego wstępu...
Szykujemy
się pomału do przeprowadzki, deweloper oddał nam mieszkanie ostatniego dnia
czerwca, jak stan deweloperski wygląda część z Was się zapewne orientuje. Dla
tych, którzy się nie orientują wyjaśniam, że mieszkanie w stanie deweloperskim
ma:
- beton na
podłodze,
- tynki
gipsowe i białe farby na ścianach,
- czasem
jakąś zbędną ścianę lub jej kawałek,
- kontakty i
gniazda elektryczne nie zawsze tam, gdzie nam pasują,
- przyłącza
do wody i kanalizacji wypuszczone ze ścian, nieraz w miejscach idiotycznych
- kable do
oświetlenia wystające z sufitów,
- parapety,
okna ,drzwi wejściowe i otwory dla drzwi wewnętrznych.
I to tyle
:).
Mieliśmy
niesłychane szczęście! W nieszczęściu :).
Umawiana od
pół roku i zaklepana ekipa remontowa wypięła się na nas tydzień przed odbiorem
mieszkania. Szczyt chamstwa,
bezczelności, brak profesjonalizmu i odpowiedzialności. I za to wszystko chyba
im piwo postawię :), bo gdyby nie ich pożałowania godne podejście do
wykonywanej pracy i brak szacunku dla klienta, zapewne nie byłoby tak
komfortowo jak obecnie.
Z pomocą przyszła
rodzina parająca się w budowlance i „odstąpiła” na czas naszego remontu szefa
swojej najlepszej ekipy. Pana Piotra. Nie zrozumcie mnie źle, ale zakochałam
się w nim prawie od pierwszego spotkania! Nie jestem przyzwyczajona do takiego
poziomu prezentowanego przez ludzi z budowlanki. Elegancja, gust, niezwykle
wysoka kultura osobista, obycie i doświadczenie światowe w pełnym tego słowa
znaczeniu, świetne pomysły, inteligentne poczucie humoru. Na opisanie
profesjonalizmu i dbałości o każdy, najmniejszy drobiazg wykończenia nie
znajduję słów. Uwierzcie mi, że jestem upierdliwą pedantką i paskudną
szczególistką, ale nawet ja często chciałam odpuścić niektóre duperele. Ale Pan
Piotr odpuścić nie chciał:). Wszystko musi być idealne, dokładnie, wszystko
musi być dopieszczone i dopięte na ostatni guzik. Każdą pracę ma przemyślaną
zanim ją zacznie – nie ma szans zdarzyć się sytuacja, kiedy coś mu nie wychodzi
w trakcie robienia. Zanim rozpocznie dany etap już wie, co może być nie tak i
wszystko dokładnie omawiamy. Oczywiście Pan Piotr zgłaszając problem zawsze
przedstawia najlepsze jego zdaniem rozwiązanie. I jeśli chcę iść na skróty
rzadko mi na to pozwala :), mam wolną rękę jedynie w kwestii wyglądu pomieszczeń,
a nie ich technicznej strony wykończenia. A w dodatku to wszystko za średnie ceny rynkowe, bez zdzierania.
Wiecie - cudów nie będzie. Robimy to, co zrobić trzeba żeby się wprowadzić i w miarę po ludzku egzystować, bo budżet mocno okrojony :). Ale to są właśnie te rzeczy, które będą z nami najdłużej.
Wykończenie
mieszkania może nie zadziwia pod kątem tempa prac, ale Pan Piotr robi wszystko
sam jeden. Poza tym nie o tempo tu idzie a o jakość. Jakość nie ma natomiast sobie
równych!
Nawet dla
mnie brzmi to jak bajka! Pierwszy raz współpracuję z taką osobą, której ufam
bezgranicznie w tym co robi. Nie muszę jeździć do mieszkania, byłam w nim może
ze 3 razy, w tym raz przy odbiorze. Mailowo wysyłam projekty, dostaję na
bieżąco zdjęcia z postępu prac i jesteśmy w codziennym kontakcie telefonicznym.
Nie pilnuję, nie patrzę na ręce, nie ma po co. Jeśli się umawiamy, to Pan Piotr
zawsze jest wcześniej niż ja i to on czeka na mnie. Miła odmiana po
dotychczasowych doświadczeniach.... kilkukrotnym przypominaniu i
kilkugodzinnych spóźnieniach „fachowców”, których trzeba ścigać telefonicznie i
siłą doprowadzać na miejsce. Nie muszę
mu o niczym przypominać, to on wszystko trzyma w garści i on zarządza tematami
materiałów, dostaw. Wciąż trudno mi uwierzyć, że remont może tak wyglądać.
I właśnie
dziś rano, przy okazji omawiania kwestii drzwi wewnętrznych, Pan Piotr
zakończył naszą rozmowę stwierdzeniem: „zresztą pani świetnie się zna na
budowlance to sama pani wie najlepiej”.
Mowę mi
odjęło. Serio. Zatkało mnie. W pierwszej chwili pomyślałam, że powiedział to
złośliwe, bo czymś go wkurzyłam, ale nie. Zresztą to nie w jego stylu, za „dobrze
jest wychowany”. Mówił całkiem szczerze. Wiem to na pewno, bo w dalszej części
naszej rozmowy rozwinął ten wątek :). Miód na moje uszy! Mówię Wam – takie słowa
uznania od takiej klasy specjalisty robią niezapomniane wrażenie!
Na
budowlance rzecz jasna się nie znam. Kilka lat temu przeżyłam półtoraroczny
remont 3 kondygnacyjnego domu z fachowcami idiotami, za których musiałam myśleć
o wszystkim (w którą stronę kręcić śrubokrętem, jak układać płytki i odkąd
zacząć, jak kłaść klej i rozrabiać fugę) i nie mogłam im zostawić absolutnie
żadnej decyzji do samodzielnego podjęcia. Ale to nie robi ze mnie fachowca
branży budowlanej :). Pan Piotr miał bardziej na myśli to, że potrafię myśleć
technicznie i rozumiem bez problemu co się do mnie mówi w tych sprawach :) a to
ponoć rzadka cecha i to nie tylko u kobiet... No i swoje przeszłam, więc część
problemów sama przewiduję i wiem jak im zapobiec, bo doświadczyłam ich na własnej skórze.
W każdym
razie moja samoocena skoczyła w górę :) i muszę przyznać, że już dawno nikt nie
zrobił mi tak ogromnej przyjemności! Nie ma to jak pochwała od kogoś, kto jest
dla nas autorytetem w swojej dziedzinie.
Przepraszam
za tę długą opowieść, ale duma mnie rozpiera i musiałam napisać, żeby nie
pęknąć :D.