Tak jak pisałam w środowym poście, nie oparłam się pokusie nabycia kosmetyków make me bio. Kupiłam szampon do włosów przetłuszczających się i krem beautiful face (głównie dla męża, ale za swoją powściągliwość nie ręczę...).
Interesowały mnie też inne kremy do twarzy i przemiła Pani Ania, którą zasypałam pytaniami i z którą niezwykle miło mi się pisało, obiecała mi przysłać próbki. Oprócz próbek kremu garden roses i anti aging night zostałam obdarowana pełnowymiarowym kremem orange energy!!!
Musiałam być bardzo grzeczną dziewczynką, bo mikołaj w tym roku mocno się postarał - dziękuję bardzo Pani Mikołaj :) :).
Make me bio to nasza rodzima, polska firma. Ich produkty prezentują się pięknie zarówno od zewnątrz (opakowania) jak i od wewnątrz (składy). Jeśli działanie będzie dorównywało wrażeniu, jakie robią wyglądem i inci to będzie naprawdę coś.
Firma interesuje mnie bardzo, ponieważ to mój pierwszy kontakt z ich kosmetykami - a jak wiecie nowości zawsze kuszą najbardziej. No i patriotyzm się we mnie obudził - mam nadzieje, że to kolejna po sylveco polska firma, która mnie zachwyci i rozkocha w sobie. Zapewne więc powyższe skarby zostaną przetestowane najszybciej z moich ostatnich nabytków.
Oczywiście podzielę się swoimi wrażeniami jak wyrobię sobie ugruntowaną opinię na ich temat. Dzisiaj chciałam się po prostu pochwalić nowościami, bo duszenie takich rzeczy w sobie źle mi robi :).