Mydło przedstawiłam Wam TU.
Używam go do twarzy dwa razy dziennie począwszy od 31 października i chylę przed nim czoło wraz z burzą rudawych aktualnie kosmyków!
Pomimo, że bezpośrednio przed nim stosowałam przez dłuższy czas tradycyjne, 40% alep, mydło z nigellą spowodowało, że moja skóra jest jeszcze fajniejsza.
Nie do końca wierzyłam w zapewnienia producenta o nawilżaniu, bo generalnie nawilżanie twarzy przez mydła uważam za przechwałki i obietnice na wyrost. No i muszę odszczekać... hau, hau...
Otóż stan nawilżenia mojej cery zdecydowanie się poprawił i to w przeciągu tych kilku dni. Miałam miejsca niewielkiego przesuszu na twarzy, które mnie nękają co roku o tej porze. Już nie mam :). A oprócz mydła nie zmieniłam nic. Cera jest niezwykle przyjemna w dotyku, niesamowicie gładka i miękka! No mówię Wam - odlot. Oczywiście jest też przepięknie oczyszczona.
Nie odczuwam dyskomfortu ściągniętej twarzy bez nałożenia kremu - jest lekkie napięcie skóry, ale w pozytywnym znaczeniu.
Nawet moje biedne, niedopieszczone balsamowo łydki, są w widocznie lepszej formie, chociaż oszczędzam mydło i staram się go używać wyłącznie do twarzy. Ale coś tam się reszcie ciała też zawsze oberwie. To nie jest powód do chwalenia, ale przez ostatni tydzień nie użyłam ani razu balsamu (wiem... porażka, wstyd i hańba!) a skóra ciała ma się lepiej. Sama z siebie raczej się nie poprawiła.
Obawiam się tylko, że sukces mydła z nigellą jeszcze pogłębi moje, i tak duże, kłopoty ze zlokalizowaniem i użyciem balsamu do ciała. Nie to, żebym balsamy w domu chowała - stoją na wierzchu najbardziej jak to możliwe. Tylko jakoś tak rzadko je widzę... a jeszcze rzadziej używam. Ale jak zwykle obiecuję sobie, że to zmienię :). Moja odwieczna walka o używanie smarowideł do ciała trwa.
Nie spodziewałam się, że jakiekolwiek mydło jest jeszcze w stanie aż tak mnie zaskoczyć :). Kocham mydła tak ogólnie, ale niektóre bardziej niż inne i myślałam, że moje mydlane hity (tradycyjne czarne mydło afrykańskie, les argiles z glinką różową i tradycyjne mydła alepii 30-40%) są niedoścignione. A jednak - grono moich najulubieńszych ulubieńców się powiększyło!
Jestem POD WRAŻENIEM.
Mam nadzieję, że ta bańka mydlana nie pęknie i sukces mydła alepii z nigellą będzie długotrwały i nieprzerwany!
Oby u Was robiło takie same cuda :).