środa, 5 sierpnia 2015

Nubian heritage - tym razem masło do włosów

Nubian heritage to bardzo fajna firma ze świetnymi kosmetykami. O dwóch z nich możecie poczytać we wcześniejszych wpisach (TU) a ich ofertę możecie znaleźć na iherbie (TU). Mają absolutnie wspaniałe mydła! Jeśli ich nie znacie to musicie poznać - kostkę nubian heritage każdy powinien mieć :).
Dzisiaj przybliżę Wam ich masło do włosów evoo&moringa.



Naprawcza i ochronna formuła masła przeznaczona jest do włosów poddawanych zabiegom farbowania i rozjaśniania, łamliwych i suchych.
Producent proponuje, aby niewielką ilość masła nałożyć na włosy przed stylizacją i nie spłukiwać. Nie skorzystałam z tej propozycji. Stosowałam jako maskę - pod czepek na min. pół godziny. Miałam nadzieję na silne wzmocnienie, odżywienie i zregenerowanie włosów.

Skład: Olea europaea (olive) fruit oil*, butyrospermum parkii (shea butter)*, olus oil, carthamus tinctorius (safflower) seed oil*, persea gratissima (avocado) oil, beeswax, moringa oleifera seed oil, jojoba esters, lawsonia inermis (henna) leaf powder, panthenol (pro-vitamin B-5), proprietary essential oil blend, chenopodium quinoa extract, foeniculum vulgare (fennel) extract, panthenol (vitamin B-5), bambusa vulgaris (bamboo) extract, tiare (gardenia tahitensis) flower, allium sativum (garlic) extract, tocopherol (vitamin E).
*Certified Organic Ingredient




Zapach cudowny :))) i trudny do opisania. No po prostu trzeba go poczuć :).
Konsystencja zależna od temperatury, jak to z mieszankami shea i olejów bywa. Widoczne na zdjęciu grudki rozpuszczają się pod wpływem ciepła dłoni i stają się płynne. W obecną temperaturę masło jest półpływające. Aplikacja nastręcza nieco kłopotów jeśli chcemy dopieścić skalp, na długości włosów jest łatwiej. Niestety bardzo ciężko się zmywa - myję włosy 3, nawet 4 razy i wciąż pozostają na nich resztki kosmetyku. Przyznam, że trochę to męczące i zniechęcające, tym bardziej, że niedomyte włosy nieładnie i nieświeżo się prezentują. Odżywia świetnie, włosy błyszczą i są dobrze najedzone, skóra głowy też zyskuje podczas zabiegu. Tylko to zmywanie... Mam wrażenie, że myjąc włosy tyle razy niweczę dużą część dobrej roboty, jaką odwaliła maska. Nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić jakby włosy wyglądały, gdyby zostawić maskę bez zmywania tak jak radzi producent... Widocznie moje włosy są za mało zniszczone :D
Ogólnie nie zawiodłam się na sile odżywiania i regenerowania. Ale zniechęciłam do ponownego zakupu koniecznością szorowania łepetyny tyle razy po użyciu kosmetyku.