piątek, 14 lutego 2020

Żelowa maska pod oczy Bema Cosmetici

Nadszedł czas na recenzję maseczki pod oczy marki Bema. Maseczka wzbudziła co nieco emocji po jej wprowadzeniu, więc nie mogłam przejść obok niej obojętnie :D musiałam sprawdzić na sobie o co chodzi. I sprawdziłam.


Od producenta:
Naturalna żelowa maska pod oczy Bema Cosmetici
Pojemność 30ml, cena 90 zł

Dzięki aktywnym składnikom dziewanny i brązowych wodorostów maska pod oczy z serii Nature up rozjaśnia cienie i łagodzi wrażliwą skórę wokół oczu. Redukuje worki i obrzęki a także nawilża oraz pozostawia skórę odżywioną i napiętą.
Naturalna, zmywalna maska pod oczy o konsystencji żelu przeznaczona jest dla każdego typu cery. Zalecana przede wszystkim do pielęgnacji skóry dojrzałej. Swoje działanie drenujące zawdzięcza brązowym wodorostom. W maski składzie znajdziemy 99,4% naturalnych składników, z czego ponad 89% to składniki organiczne.
Maska nie zawiera glutenu, jest pozbawiona składników pochodzenia zwierzęcego (naturalna maska wegańska).

89,21% BIO / ORGANIC
99,4% NATURAL

Zastosowanie: Nałóż maskę pod oczy delikatnie ja masując. Pozostaw na skórze przez około 15-20min a następnie zmyj letnią wodą lub tonikiem. Stosować 2-3 razy w tygodniu.

Kosmetyki Bema dla jeszcze większego bezpieczeństwa zostały dodatkowo przebadane pod kątem obecności metali ciężkich. Producent Nature up zapewnia, że kosmetyki Bema są ich pozbawione.
Certyfikat ICEA gwarantujący naturalne pochodzenie składników i ich wpływ na środowisko. Zawiera oleje i ekstrakty z upraw ekologicznych. Nie zawiera konserwantów i środków barwiących, przetestowany na obecność niklu, chromu i kobaltu, aby uniknąć ryzyka alergii skóry. Bema Cosmetici nie przeprowadza żadnych testów na zwierzętach i nie wykorzystuje przetestowanych na nich surowców.
Produkt przetestowany dermatologicznie.

Skład: Centaurea cyanus flower water*, Hamamelis virginiana flower water*, Magnesium aluminum silicate, Glycerin, Benzyl alcohol, Xanthan gum, Hydrolyzed verbascum thapsus flower*, Citrus aurantium dulcis flower*, Arbutin, Undaria pinnatifida extract, Aqua, Himanthalia elongata extract, Glyceryl laurate, Sodium hyaluronate, Sodium ascorbyl phosphate, Polyglutamic acid, Citric acid, Dehydroacetic acid, Sodium benzoate, Potassium sorbate.



Maseczka ma postać mlecznego żelu o nieco płynnej konsystencji.

Od razu na wstępie napiszę, że jako samodzielny produkt wypada bardzo słabo. W tym zakresie potwierdzam negatywne opinie na jej temat. Nałożona na skórę pod oczami solo bardzo silnie ją ściąga, po kilku minutach wręcz marszczy! Mogliby ją wykorzystywać w filmach, postarzenie o 10 lat w 5 minut :D na szczęście całkowicie odwracalne. Osobiście odradzam taki sposób jej używania. Ja ze stosowania maseczki solo zrezygnowałam od razu po pierwszej próbie.

Ale! Jeśli spojrzycie na skład maseczki, znajdziecie tam wiele bardzo ciekawych, niecodziennych składników! Mając w ręku produkt o tak niepospolitej konstrukcji nie można rzucić go w kąt – jego potencjał aż prosi się o wykorzystanie. I naprawdę nie trzeba zbyt wiele fantazji, by wydobyć z niego dużo dobra dla naszej skóry. Nie mogłam, po prostu nie mogłam jej odpuścić, bo skład rozbudził moje nadzieje. Zaczęłam więc małe eksperymenty z jej udziałem, a poniżej przedstawię Wam te najbardziej udane, które mogę serdecznie polecić. Stosowana na takie sposoby szczerze mnie zachwyciła, kilku kosmetykom nadała nowy wymiar i właściwości, a parę wręcz uchroniła przed skoszowaniem.

Jak jej używać, żeby zachwyciła?

1. Porcję maseczki zmieszać z 3-4 kropelkami fajnego oleju i nałożyć pod oczka.
Jeśli potraktujemy maseczkę jako część nawilżającą prostego serum pod oczy, to od razu co innego. Skóra nie ściąga się, ale jeśli dodamy odpowiednią ilość oleju (czyli nie za dużo) to uzyskamy efekt liftingu i rozprasowania skóry pod oczami. Warto parę razy pokombinować z ilością oleju, aby to uzyskać :D
Silnie odżywczy olej w połączeniu z silnie nawilżającą bazą (czyli naszą maseczką pod oczy) daje świetne efekty i cudownie dba o okolice oczu! Roboty nie jest dużo, zajmuje to dosłownie parę sekund, a działanie warte pochwały.

2. Kapką maseczki wzbogacamy zbyt słabo nawilżający krem pod oczka.
Miewasz mocno odżywcze i natłuszczające kremy pod oczy, którym jednak brak siły nawilżenia? Ja miewam, często. Łatwiej jest dostać dobry krem odżywczy niż dobrze nawilżający. Dodanie do kremu pod oczy porcji maseczki zdecydowanie zmienia postać rzeczy i potrafi zażegnać niedobór nawilżenia. Dzięki temu, mając silnie odżywczy krem pod oczy na noc, możesz zmienić go na trochę lżejszy, łatwiej się wchłaniający i bardziej nawilżający krem na dzień :D. A dodatkowo ta siła napinania skóry, której nie sposób maseczce odmówić :D, wygładzi skórę.

3. Wspomaganie maseczką kremu i oleju do twarzy.
Jeśli chcecie poprawić wchłanialność kremu lub oleju i sprawić, że zamienią się w kosmetyk matujący – dodajcie do nich porcję maseczki! Maseczka ma silne właściwości matujące, kiedy zmieszałam ją z solidną porcją oleju i nałożyłam na twarz zadziały się cuda! Jeszcze nigdy, przenigdy, olej nie wchłonął mi się tak szybko i tak całkowicie. Żadnej tłustej warstewki na cerze i…. absolutny mat. I to przy oleju, czystym oleju 100%. Jeśli zmieszam maseczkę z kremem to efekt matujący jest jeszcze wyraźniejszy. W życiu nie miałam tak skutecznie matującego kosmetyku do twarzy jak krem lub olej zmieszany z tą maseczką 😃 Oczywiście trzeba potestować proporcje, ale uważam, że to niewielki wysiłek w porównaniu do efektu. Oprócz matowienia oczywiście obecne jest też zwiększone napięcie skóry, pożądane w pewnym wieku i znacznie złagodzone po dodaniu oleju lub kremu. W takiej mieszance mi osobiście bardzo ono odpowiada – mamy lifting, często obiecywany przez producentów kremów a tak rzadko faktycznie doświadczany 😃. Nie zapominajmy też, że maska ma działanie nawilżające.



Podsumowując: z moich doświadczeń wynika, że maseczka w połączeniu z kremem lub olejem podnosi lub nadaje im właściwości:

1. Nawilżające.
2. Matujące.
3. Napinające.
4. Znacznie poprawia wchłanialność

Kusiło mnie bardzo sprawdzenie wpływu maseczki na napięcie i podciągnięcie biustu oraz pupy :D ale biorąc pod uwagę posiadany przeze mnie rozmiar rzeczonych zapewne nie wystarczyłoby nawet na jeden test - odpuściłam więc sobie :D.

Jeśli zaciekawiła Was maseczka to uważam, że warto ją nabyć, ale nie jako samodzielny kosmetyk. Kupując ją weźcie więc pod uwagę, że wzbogaci pielęgnację, ale potrzebuje do tego wsparcia w postaci oleju lub kremu.
Jeśli natomiast macie już maseczkę i po jej użyciu macie chęć cisnąć nią w okno nielubianego sąsiada, to nie róbcie tego zanim nie przetestujecie jej na któryś z opisanych wyżej sposobów. Do podrasowania innych pozycji kosmetycznych nadaje się wyśmienicie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz