Ciciałabym, chciała, czyli ...

Zakładki bloga

niedziela, 21 lutego 2021

Si Si Bee - krem z mocznikiem 10%

Krem kupiłam po recenzji Gosi (blog Krytyk Kosmetyczny). Gosia bardzo chwaliła działanie kremu, ale narzekała, że pachnie on geranium :). Dla niej było to wadą, dla mnie głównym powodem kupna :D a jak się później okazało, nie tylko co do zapachu miałyśmy odmienne zdania :D


Od producenta:
Krem za pomocą składników aktywnych:
bezpiecznie i długotrwale nawilża,
sprawia, że skóra staje się elastyczna i wygładzona,
regeneruje naskórek,
pozbywa się zrogowaciałej warstwy skóry w miejscach objętych łuszczycą lub egzemą.

Krem pozostawia skórę przyjemnie nawilżoną, wyciszoną. Dzięki niemu skóra zyska witalności i miękkości.
To pomocny preparat w przypadku łuszczycy lub egzemy. W takich przypadkach powoduje stopniowe, naturalne rozpuszczanie łuski i ułatwia przenikanie do zmienionych chorobowo miejsc ewentualnie stosowanych farmaceutyków. Specjalnie dobrane substancje aktywne w składnikach kremu odbudowują struktury komórkowe, wzmacniają je i niejako pompują w nie wodę, której nasze komórki bardzo potrzebują szczególnie w miejscach, gdzie skóra była uprzednio leczona farmaceutykami.

Przyjemny, cytrusowo-różany zapach pochodzi z naturalnego olejku geraniowego.

Uczucie lekkiego pieczenia po zastosowaniu kremu jest naturalne i przemijające i wynika z wysokiej zawartości mocznika, którego znane właściwości nawilżające są wysoko cenione w kosmetyce.

Krem w większości składa się z naturalnych składników. Obecność w kremie składników syntetycznych jest kompromisem pomiędzy naturą i nowoczesną technologią. Niektóre drogocenne substancje nie są możliwe do wytworzenia w naturze, tak aby ich ilości zaspokoiły zapotrzebowanie na rynku kosmetycznym. W kremie zastosowaliśmy ekologiczny konserwant. Jest to nieodzowne w przypadku, gdy produkt nie składa się w 100% z tłuszczów. Każdy krem czy emulsja, w której zastosowano wodę wymaga zabezpieczenia. My zdecydowaliśmy się na konserwant przeznaczony do zastosowania w kosmetykach naturalnych. Posiada certyfikat ekologiczny – EcoCert, COSMOS. Poszczególne partie produkcyjne kremu mogą różnić się zapachem lub barwą, gdyż nasz krem nie zawiera sztucznych barwników oraz substancji zapachowych. Różnice nie mają wpływu na wartość pielęgnacyjną kremu.

Krem został przebadany mikrobiologicznie i dermatologicznie. Jest hipoalergiczny i można go stosować u dzieci powyżej 3 roku życia.

Skład: Aqua, Urea, Isostearyl Isostearate, Cocos Nucifera Oil, Cetearyl Glucoside*, Sorbitan Olivate*, Panthenol, Cetearyl Alcohol*, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Glycerin, Prunus Domestica (Plum) Seed Oil, Glyceryl Stearate Citrate*, Cera Alba, Ribes Nigrum Seed Oil, Pelargonium Graveolens Oil, Curcuma Longa (Turmeric) Root Extract, Saccharide Isomerate*, Allantoin, Acacia Senegal Gum*, Xanthan Gum*, Triethyl Citrate*, Glyceryl Caprylate*, Benzoic Acid*, Glycolic Acid, Lactic Acid, Sodium Magnesium Silicate, Citric Acid*, Sodium Citrate*, Sodium Benzoate.
*składnik wchodzący w skład mieszaniny posiadającej certyfikat ekologiczny
**gliceryna roślinna



Pierwsze dni z kremem były obiecujące. Zapach okazał się genialnie cudowny (uwielbiam zapach geranium i krem właśnie nim pachnie), konsystencja aksamitna, wchłanianie dobre. 
Niestety jedynie kilka dni używania go na noc wystarczyło, by moja cera zrobiła się bardzo nadwrażliwa a potem po każdej aplikacji kremu rozpalona i czerwona, ewidentnie podrażniona. Odstawiłam krem na 2 tygodnie i zaczęłam go używać raz na 2-3 dni. Początkowo wydawało mi się, że będzie to świetny sposób na niego, ale niestety cera robiła się coraz bardziej rozpulchniona, nadwrażliwa, coraz mocniej się świeciła a pory przybrały nienaturalnie duże rozmiary.
Nie przypominam sobie, abym wcześniej sięgała po produkt do twarzy z takim stężeniem mocznika i to mocznik właśnie podejrzewam o niekorzystne działanie na moją cerę. Coś po prostu na linii paszcza Anulowa i mocznik nie iskrzy :)

To, co teraz napiszę, zapewne dla wielbicielek kremu będzie świętokradztwem, ale..... krem okazał się genialnym ratunkiem dla moich łydek, stópek i przedramion. Dopadła mnie skrajna suchość skóry na piszczelach, nie mogłam sobie z nią poradzić. A krem z mocznikiem rozprawił się z nią całkowicie zaledwie po 4-5 użyciach. Pokochały go też moje stopy, które wygładzał i silnie zmiękczał. A przedramiona, które dręczyła jakaś drobniutka wysypka i suchość, wróciły do właściwego stanu.

Krem jest bardzo wydajny i nawet stosowany do ciała wystarczył mi naprawdę na długo. Nie używałam go codziennie i wyłącznie na wybrane partie, ale jednak należy pamiętać, że jest to krem o pojemności 55 ml, a nie balsam mający 200 ml.



Jeśli wrócę kiedyś do tego kremu to z pewnością w celu właśnie miejscowego stosowania na problematyczne partie ciała, bo do twarzy ewidentnie mocznik mi nie służy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz