Ciciałabym, chciała, czyli ...

Zakładki bloga

czwartek, 7 lutego 2019

Dlaczego ludzie nie szanują grzecznej odmowy?

Czy Wam też zdarzają się niemiłe sytuacje, kiedy grzecznie odmówicie czegoś, czym Was ktoś częstuje? Czy jesteście wtedy nagabywani, brani na litość i straszeni obrażeniem się na Was?

Mnie to spotyka niestety bardzo często.
Nie lubię słodyczy. Nie lubię ciast. Czekolady szczególnie. Bywa.
Owszem, czasem coś tam podjem, ale to rzadkie sytuacje i robię to wtedy kiedy mam ochotę na to ja – ja sama. I jem wówczas to, co mi się akurat zachce, a nie to co akurat ktoś upiecze albo kupi.

W pracy, na uroczystościach rodzinnych, kiedy ktoś mnie częstuje czymś słodkim zazwyczaj mówię grzecznie „nie, dziękuję”. Wydawać by się mogło, że to całkiem kulturalne z mojej strony i że mam prawo oczekiwać takiego samego poziomu kultury od osoby mnie częstującej. Niestety rzadko kulturą mi się ktoś odwzajemnia.

Najgorzej niestety jest w pracy. Urodziny, imieniny – cokolwiek. Ktoś biega od biurka do biurka i częstuje ciastem, czekoladkami, cukierkami. Składam mu życzenia, ale słodkości odmawiam. Grzecznie odmawiam. No i się zaczyna!
No weź!
Nie wygłupiaj się!
No chociaż jeden!
Oj bierz, nie żartuj!
Ode mnie nie weźmiesz??
To ja się narobiłam a Ty nie chcesz?
Nie możesz mi tego zrobić!
Oj, bo się obrażę!
I tak dalej….

Litania słów zbędnych powodująca wydłużanie się dyskusji na temat, na który toczyć się nie powinna.
Ja akurat nie lubię słodyczy. I naprawdę nie widzę powodu, dla którego mam zmuszać się do jedzenia, albo magazynowania w biurku czegoś, czego jeść nie planuję. Lubię zwierzęta, ale hodowla mrówek w biurowej szufladzie nie jest moim marzeniem, więc karmy dla nich nie potrzebuję. Czy naprawdę odmowa poczęstowania się jest aż tak chamska i niedopuszczalna, że wywołuje takie oburzenie? Czy mniej chamskie z mojej strony byłoby wzięcie ciasta i wyrzucenie go do kosza? Nie sądzę… A poza tym źle bym się czuła koszując dobre jedzenie, wolę więc by ktoś inny to zjadł z przyjemnością.
A może mam brać i po kryjomu oddawać komuś innemu? A jak mnie osoba częstująca zapyta czy mi smakowało to kłamać i chwalić? Nie, nie będę deptać swoich zasad i etyki dla kawałka ciasta.

Kiedyś (podkreślam – kiedyś!), kiedy ktoś mnie uparcie namawiał, uzasadniałam odmowę tłumacząc, że nie lubię i nie jadam słodyczy. Najwyżej 2 lub 3 osoby na przestrzeni wszystkich lat to zrozumiały. Od reszty słyszałam takie teksty:
Jak można słodyczy nie lubić!
Ale takiego ciasta jeszcze nie jadłaś!
Nie żartuj, wszyscy lubią ptasie mleczko!
Weź, może nabierzesz ochoty!
Zjedz a polubisz!
Chociaż mały kawałeczek!
Nie żartuj, wszyscy lubią czekoladę!
Ale to jest mało słodkie!

Weźmy też pod uwagę inny aspekt takich sytuacji.
Wiele osób nie je czegoś, bo nie może (alergie, uczulenie) lub jest na diecie. Nie wszyscy mają potrzebę uzewnętrzniania się publicznie i wyjaśniania z jakiego powodu nie mogą czegoś jeść. Takim nagabywaniem i szantażem emocjonalnym prowokowane są tłumaczenia, których tak naprawdę osoba odmawiająca nie miała ochoty robić. Często jednak dla świętego spokoju i w nadziei na ukrócenie krępującej, publicznej scenki, przyzna się np. do diety, którą chciała zachować dla siebie.
Zauważyłam zresztą, że żadne tłumaczenia odnośnie diety nie pomagają!
Co najczęściej słyszę od częstujących, kiedy ktoś mówi „nie, dziękuję, jestem na diecie”?
Oj no weź, jeden kawałeczek możesz przecież zjeść!
Jak zjesz kawałek to się nic nie stanie!
Głupia ta dieta, bierz!
Jeden mały grzeszek nie zaszkodzi!
Zaczniesz dietę od jutra!
Dla mojego ciasta możesz zrobić wyjątek!
Oj weź, nikomu nie powiem!

Jedynym w miarę skutecznym sposobem na odmowę i ukrócenie dyskusji są chyba alergie i uczulenie (chociaż i tu słyszałam dalsze negocjacje…), ale nie zamierzam kłamać komuś w żywe oczy wykręcając się wizją zejścia po zjedzenia cukierka. Uważam bowiem, że mam prawo nie chcieć czegoś z powodów bardziej błahych niż niechybna śmierć.

Tak więc najczęściej pomimo tego, że grzecznie podziękujemy, pomimo, że wbrew sobie samym uzasadnimy publicznie odmowę, nagabywaniu i namawianiu nie ma końca.
Dlatego ja przestałam się tłumaczyć.
Mówię grzecznie „nie, dziękuję” i powtarzam to w odpowiedzi na każdą słowną zaczepkę i groźbę obrazy.

Jeśli ktoś nie będzie się do mnie odzywać i skończy naszą znajomość tylko dlatego, że nie wzięłam i nie zjadła kawałka własnoręcznie upieczonego ciasta…. Trudno. Najwidoczniej nasza znajomość była warta mniej niż 5 cm kwadratowych szarlotki. A coś tak mało wartościowego nie zasługuje na pielęgnowanie i podtrzymywanie.

Ps.
Sytuacja z dzisiejszego poranka w pracy.
Koleżanka częstuje czekoladkami. Podchodzi do mnie i mówi „wiem, że nie lubisz, ale ode mnie przecież weźmiesz!”.


Myślę, że to fajny temat na badania psychologiczne. Chętnie poznałabym mechanizmy kierujące ludźmi w takich sytuacjach. Chętnie dowiedziałabym się z jakiego powodu uszanowanie czyjegoś zdania jest dla niektórych warte mniej od krówki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz